piątek, 17 lutego 2012

Rozdział 3.

DOM PAŃSTWA THOMSON.
Po rozpakowaniu się dziewczęta zjadły obiad z Johnem i Sue, po czym postanowiły zwiedzić Londyn.
-Jasne, że dzisiaj nie zobaczymy wszystkiego, ale chociaż poznamy okolice-powiedziała Martha zakładając kurtkę.
-I drogę do szkoły-wtrąciła się Emily.
-Oj, daj spokój. Mamy na to 2 tygodnie.
-Emily, Martha!-zatrzymała dziewczyny pani Thomson.-Jakbyście się zgubiły, to pytajcie ludzi o drogę albo dzwońcie-i podała Emily karteczkę z numerem telefonu i adresem.
-Dziękujemy-odparły równo Polki i wyszły.
-Marta, zgubiłyśmy się-po godzinie krążenia między uliczkami stwierdziła Emilia.
-Żartujesz? Jeszcze nigdy się nie zgubiłam-protestowała Marta.
-Wiesz, że jest takie powiedzenie: "Nigdy nie mów nigdy"? Właśnie czas go użyć.
-Haha, nie no, śmiechu warte.
-Zapytajmy kogoś o drogę-nalegała Emily.
-Niech Ci będzie. Zobacz, tam ktoś idzie.-odparła Marta i ruszyła w stronę przechodnia, a za nią Em.
-Przepraszam..-zaczęła Emilka-Ja i moja koleżanka chyba się zgubiłyśmy, czy mogłabyś wskazać nam drogę?-dziewczyny podały dokładny adres z nadzieją, że nieznajoma im pomoże.
-Macie szczęście. Mam po drodze, więc Was odprowadzę-powiedziała z uśmiechem Jessica.
Dziewczęta zaczęły rozmawiać o feriach i szkole. Nagle zadzwonił telefon Jessici.
-Przepraszam-odparła i odebrała.
-Jess-usłyszała w słuchawce.
-Noo.
-Jesteś w domu?
-Jeszcze nie-odpowiedziała dziewczyna.
-Co tak długo?
-A co chcesz?-dopytywała niecierpliwie Jessica.
-Powiedz mamie, że wpadnę na kolację.
-Serio?!
-No jasne, że tak.
-Dobra, brat. Muszę kończyć. Pa.
-Cześć.
-To tutaj-powiedziała dziewczyna chowając telefon do kieszeni-Niestety, dalej Was nie odprowadzę, ale mam nadzieję, że traficie-i poszła.
-Fajnie, że chodzimy do jednej szkoły-powiedziała Emily po powrocie do domu.
-No, przynajmniej będzie ktoś, kto zna teren-poparła ją Martha i zaczęła się śmiać.

THE WANTED.
-Dobra, to co robimy z kolacją?-zapytał Tom.
-Ja wychodzę-odparł Nath.
-Uuu, kolejna randka?-zaczął wypytywać Siva.
-Noo, z mamą-uśmiechnął się chłopak, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-No to co, zamawiamy pizzę?-zaproponował Jay.
-Co? Jak ja wychodzę, to jest pizza, a jak jestem to kanapki? To nie fair-powiedział obrażony Nathan i wyszedł, a chłopcy zadzwonili do pizzerii.



4 komentarze:

  1. FAJNIE SI ZACZYNA :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oho, akcja się rozkręca ;)
    super ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. no dobra już nadrobiłam , fajne opowiadanie , czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń